Z wizytą w magazynie #1 | Dąbroczanka Pępowo

Dobra wiadomość dla braci zbierackiej: na dość mocno już wydrenowanym poletku piłkarskich suwenirów/pamiątek/et cetera wciąż jeszcze istnieją źródła potencjalnych zdobyczy. Należy obrać kierunek w stronę… klubowych magazynów. Jest jednak mały haczyk. Otóż sposób nie zadziała raczej w miastach wojewódzkich i klubach z profesjonalnych lig. Tamtejsze magazyny są prawdopodobnie już „odwiedzone” i „przebrane”. W przeciwieństwie do zapleczy drużyn z miasteczek i wsi. To tam odnajdziemy nie tylko lokalną historię, ale też kawałki historii, które mogą mieć w sobie potencjał na pokazanie panoramy jednego z najpopularniejszych sportów świata.

Na jednej z większych grup piłkarskich na Facebooku pojawił się komentarz Kuby Ptaka o trykotach lokalnego klubu, które zebrał po porządkach na zapleczu podczas wizyty w rodzinnych stronach. Kolekcja miała zawierać przynajmniej 3 dekady istnienia Dąbroczanki Pępowo, dziś reprezentanta jednej z okręgówek w Wielkopolsce. Udało się namówić Kubę, by podzielił się zdjęciami koszulek, bo wbrew pozorom to nie tylko nostalgiczny przegląd 30 lat z życia klubu, gdzie kopał… Ireneusz Mamrot. To też ekspozycja zmian, jakie zachodziły w branży koszulek piłkarskich i prób dostosowywania się klubów z niższych lig do metamorfoz w sprzęcie sportowym.

Lata 80., czyli DIY i marki, których już nie ma

Były lata, gdzie trykoty wychodziły spod rąk… babć, żon lub dziewczyn zawodników. Szycie numerów na krzyżaki, a także ich położenie na koszulce sugeruje, że koncepcja DIY była znana sporo lat wcześniej, zanim stała się modna.

Większość obecnych fanów piłki nożnej nigdy nie spotkała się z markami jak Dresco czy Mac, które przed nastaniem kapitalizmu w Polsce były polskimi dystrybutorami odzieży sportowej. Pierwsza z nich prawdopodobnie ubierała nawet reprezentację Polski – na jednej z grupek kolekcjonerów trykotów pojawiła się kurtka kadry z lat 80-tych. Mac z kolei kojarzy się z dostarczaniem koszulek na szczebel dawnych wyższych lig.

W 1989 roku lokalna prasa donosiła, że gmina nawiązała współpracę z holenderskim miastem Dodewaard. Jedną z jej odsłon była wizyta amatorskiego klubu VV Dodewaard, z którym rozegrano sparing. Na boisku padł remis, a przed pierwszym gwizdkiem goście wręczyli miejscowym koszulki i piłki. Po latach trudno jednak odszyfrować, czy któryś trykot z kolekcji był ówczesnym podarunkiem Holendrów.

Lata 90., czyli pierwsze oznaki profesjonalizmu

Zmiana ustroju w Polsce zauważalnie wpłynęła na jakość wykonania w strojach sportowych. Pierwsze lata były jednak raczej szkołą przetrwania dla firm, niż poważnymi próbami wejścia w nowe technologie produkcji. Za wzrostem dostępności materiałów na rynku, który przestał cierpieć na niedobory poprzedniego systemu, przyszły wygodniejsze i bardziej komfortowe w użyciu koszulki dla zawodników. Zaczęły pojawiać się też pierwsze graficzne „ozdoby” jak herby gmin. Do Polski nieśmiało zaczęły wchodzić wielkie marki, które jednak omijały niższe ligi.

Najtinsy to także pojawienie się sponsorów na koszulkach. W wersji niższych lig – lokalne zakłady produkcyjne, których szefostwo było zapalonymi kibicami lub… ich pracownicy biegali po boisku. Dla klubów był to także pierwszy kontakt z marketingiem sportowym, chociaż samo zjawisko trudno było wówczas nazwać nawet „raczkującym”.

Wytwórnia pasz, która w połowie lat 90-tych wzięła na siebie rolę głównego sponsora na koszulkach, istnieje do dziś, a hasło „wszystko dla rolnictwa” pozostało niezmienione przez te wszystkie lata.

Lata 00, czyli marki, które już znamy

Wejście w nowe tysiąclecie przyniosło inny krajobraz w niższych ligach. Bogacenie się polskiego społeczeństwa sprawiło, że wielkie marki odzieżowe pojawiły się także na boiskach we wsiach i miasteczkach. Kluby po prostu było stać na lepszy sprzęt. Jednak nie od razu – zaczęło się bardziej od bazarowych wersji, które obok oryginalnych metek raczej nie stały.

Rynek niższych lig stał się także pojemniejszy, co przyniosło ze sobą zupełnie nowych graczy w temacie ubierania klubów.

Każda z powyższych sponsorskich marek nadal obecna jest w krajobrazie Pępowa – Bogdan Matyla przez lata był nawet prezesem Dąbroczanki.

Do 2001 roku Dąbroczanka maksymalnie grała na poziomie okręgowym lub lokalnym. Potem był awans do czwartej ligi wielkopolskiej, dwa razy byli na podium. Trwało to przez ponad 10 lat, ale pojawiły się problemy finansowe i wszystko zaczęło się od zera. Od paru lat budują się krok po kroku, grają głównie lokalnymi graczami

– streszcza najnowszą historię Kuba, któremu dziękuję za udostępnienie zdjęć i podzielenie się teoriami na temat każdej z koszulek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *